niedziela, 15 listopada 2009

to nie jest wysoka sztuka

Nie widzieliśmy się ponad dwa lata. Dawno tak się nie cieszyłem ze spotkania.

Słońce nad jedynym dyskiem obserwatorium na Śnieżce.

Cień mojego ciała, ul. Turystyczna 5, Przesieka.

Fotografowie i człowiek mors.

Drugie Słońce.

Dość dużo fotografujących.

Pani Ewa i dramat w chmurach.

To miasto jest takie jak jego mieszkańcy - tak powiedział.

Zawsze mi źle, gdy ten widok mam z prawej strony.

Punkt w przestrzeni.

To był naprawdę bardzo dobry plener. To na prawdę bardzo dobrze, że ludzie decydują się na pozaszkolne formy rozwoju. To znowu duża doza doświadczeń, nauki. Mam dobrych słuchaczy.

Jutro może wrzucę jeszcze brzydsze zdjęcia.

środa, 11 listopada 2009

ultramarket




Wpadłem dzisiaj na coś: czym się różni fotograf amator od artysty fotografa? Tym, że fotki tego pierwszego powinny się podobać, a tego drugiego trzeba rozumieć.

niedziela, 8 listopada 2009

niedziela



Dzisiaj był mglisty dzień. Miałem jechać z Groszkiem do Turawy znaleźć jakieś żyjące tam osobniki ludzkie, ale nie wyszło. Może i lepiej, bo dalej rwą mnie krzyże. Rano wyszedłem na spacer zawinięty we wszystko, co ogrzewa lędźwia. Poszedłem z Sunią na pola i w sumie nie mogłem się cieszyć czymkolwiek. Ja. Taki dyskomfort, nie koniec świata, a kompletnie rozwalił mi jego percepcję.

Rozgryzałem dzisiaj tajniki zdalnego sterowania z aparatu zewnętrzną lampą błyskową. Nie jest to najłatwiejsze dla mnie. Ja po prostu dalej bardziej wierzę w to, co pokazuje światłomierz, niż monitorek. Ale ciężko utrzymać kontrolę nad kilogramowym korpusem z kilogramowym obiektywem w jednej ręce, półkilogramową lampą w drugiej, gdy ma się wrażenie, że górna część ciała bezwładnie opadnie na ziemię.

Wpadłem na pomysł, by na mojej wsi zrobić dla dzieciaków taki kącik fotograficzny, na przykład przy bibliotece.

Sprawdziłem teraz pisownię tego postu i zauważyłem fenomenalną rzecz, że wystarczy jedna literka i słowo "światłomierz" zamienia się w "światomierz". Wymowne, co?

sobota, 7 listopada 2009

pilgrim































Na zdjęciach znów chwytanie wczorajszych powidoków zaokiennych z wyjazdu. Dokąd? Widać z powyższego.

Dzisiejszy dzień był trudny. Nie chce mi się pisać ani o wczoraj, ani o dzisiaj.

czwartek, 5 listopada 2009








Nie wiem co mnie ciągnie do działek. Jest w nich magia, którą wyczuwam. Może to chodzi o te maleńkie domki, które wyglądają jak z dziecięcych rysunków? Mała bryła, dach, dwa okienka i drzwi? A może o to, o czym już pisałem, czyli że działki to takie małe światy, niespełnione marzenia z całego życia ograniczone trzema arami? A może po prostu spokój, zapachy? Zapachy na pewno, już nikt nie trzyma kur na tych ogrodach, gdzie chodzę, ale teraz pachną kwiaty, owoce, ziemia i nawet kompost ma jakiś taki przyjemny zapach. W niedzielę magii było mnóstwo. Szron, świt, pierwszy mróz, który spowodował, że ciężki liście hałasując opadały na ziemię, czasem wyzwalając lawinę liści. I wrony i gawrony tłukące się o resztki orzechów włoskich.

Działki mają coś z gór, które są dla mnie naturalnym środowiskiem - z każdym krokiem krajobraz zmienia się diametralnie. I te miniatury. Nie wiem. Dużo tego wszystkiego. Te fotografie są po prostu dla mnie ważne.

Martin pewnie się ucieszy:)

środa, 4 listopada 2009

autobiografia - pierwsza krew




Dzisiaj odebrałem film z wywołania z niedzielnej porannej pracy na działkach, ale właśnie "dojrzewa" pod ryzą papieru, bo jakiś nie do końca płaski, przez co skanowanie i publikowanie dopiero jutro. Te fotki, z 2006 roku, to tak na dobrą sprawę pierwsze podejście do Autobiografii. Jeszcze nie do końca wyklarowany pomysł, nie do końca wykształcona forma. Po prostu szkic wykonany kopniętą w bok Yashicą Mat. Potrzebowałem blisko dwa lata, by całość nabrała formy, którą ma teraz. Nie myślę, że obecna jest idealna, ale jako narzędzie - sprawdza się, a to chyba ważne.

Od góry: Tomek, Andrzej, Artur, czyli syn, ojciec i syn w lesie w Turawie.

niedziela, 1 listopada 2009


Pierwszy listopada to zawsze dla mnie taki dzień, kiedy dużo się chce, a mało może. Kilka lat temu, chyba z sześć, wracając z cmentarza skorzystałem z tego, że wszystko i wszędzie było pusto - z wyjątkiem cmentarzy. Miałem całe fajne przestrzenie dla siebie i mogłem sobie swobodnie focić. I tak powstał Suvenir.

Dzisiaj znowu skorzystałem z wolnego dnia, ale święto mi nie pomogło, tylko wczesna godzina. Poszedłem męczyć swoje działki. Kolejny raz wyszedłem z domu z mamiyą, statywem i jedną rolką filmu. Nie ma w tym wielkiej filozofii. Po prostu gdybym miał więcej rolek, to nie wiedziałbym kiedy skończyć. I tak od pierwszego lutego co kwartał. Banalne miejsce, ale - choć niewiele osób to widzi - obrazki o dość dużym ładunku. I co najważniejsze, ładunku nie-patosu. Suvenir i Działki (chwilowo nazywa się to Konstrukcje niestabilne) mają ze sobą wiele wspólnego. Suvenir to konfrontacja marzeń, wyobrażeń dziecięcych z rzeczywistością. Działki to coś o marzeniach, które dopiero nadchodzą. One już są w głowach innych ludzi, ale ja dopiero zaczynam to rozumieć. Ciekawy jestem, ile z tych domysłów stanie się prawdą za jakiś czas. Każda działka mów coś o jej właścicielu - to jasne. Ale co mówi? Tu wchodzi moja kreacja. To nie kwestia ładu - nieładu, kolorów nasyconych - pastelowych, koszonych trawników czy przekopanych grządek. To nie kwestia osobowości. W sztuce nic nie jest kwestią otoczenia, tylko tego, co twórca widzi i jak to przeżywa (czasem w kontekście otoczenia). Odnoszenie się do osób przedstawionych na zdjęciach (lub efektów ich bytu) jest czwartorzędne. Istotą jest sam twórca. Ta myśl podaje odpowiedź. Działki mi się po prostu podobają. Małe domki, maleńkie trzyarowe światy, każdy ma swojego króla i każdy ma swoją politykę, ustrój. Każdy ma swoją granicę ze stalowej siatki i każdy ma swój Kapitol w postaci altanki. Co ważne, niemal każdy z nas lubił mieć swój świat w miniaturze. Chłopcy małe kolejki, resoraki, samoloty. Dziewczyny małe lalki, domki dla lalek, mały sklep, mały lekarz. Z tego się nie wyrasta. Na dorosłość człowiek chce mieć po prostu swój kawałek świata urządzony po swojemu. I tych światów jest tak dużo i tak blisko, i jest tyle w nich do zrobienia, że od stycznia przestałem myśleć o podróżach. Dobrze, że jest Bartek Pogoda, który zawsze coś ciekawego przywiezie (w dowolnej postaci) z antypodów. Ja chcę skupić się na tym małym, ale wielce bogatym, lokalnym gruncie.

A ile radości było, gdy dzisiaj przed 7.00 rano w szronie i ciszy przemierzałem Aleję Astrów, Klonów, Platanów, Maciejek i Marchewkową. Pierwszy poważny przymrozek, Słońce dopiero wschodzi, a mroźne powietrze podkreśla cytrynowo-gruszkową woń wielkich zielonych pigw wiszących jeszcze na drzewach. feeria barw i zapachów w przydymionym mgłą poranku. Ja nie chcę już do Wietnamu, Indii. Wszystko, co potrzebuję mam tu. Lokalnie. Chyba dopiero teraz zozumiałem, po co kiedyś spontanicznie powołałem Lokalnego Artystę. I tego mnie nauczył dzisiejszy dzień.

Linki do działek: lato, zima i wiosna.


Ale pierwszy listopada to też święto. Oczywiście dzisiaj wierzący powinni się modlić za świętych a jutro odwiedzać groby bliskich, ale cóż. Brak rozumienia tego, w co się wierzy to już norma. Podobnie jak brak zrozumienia, że ze śpiącym dzieckiem w wózku jest gorze manewrować i najlepiej pchać się w tych czerwonych szpilkach prosto pod ośki.

No i hit na cmentarzu w Oławie, ten sam od ponad dziesięciu lat. Prażona kukurydza. To już dno pod dnem braku absolutnie wszelkiego smaku. Ale na Osobowickim ponoć można kupić hot-doga. To nie kultura, jak u Romów, hucznie oddających cześć swym nieżyjącym bliskim. To po prostu brak kultury.

Kto

Wojtek Sienkiewicz - fotograf, grafik. Absolwent WSF AFA (Wrocław), 2005 rok. Student Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie (Czechy). Wykładowca (kwadrat.edu.pl), redaktor magazynu www.5klatek.pl. Lubi to, co robi William Eggleston, Filip Zawada, Roger Ballen, Philip-Lorca diCorcia, Gregory Crewdson, Alec Soth, Dash Snow (ale już nie), Irving Penn, Nan Goldin, Richard Avedon, Paweł Olejniczak, Jeff Wall, Andy Goldsworthy, Paweł Syposz, Sandy Skoglund, Erwin Olaf, Duane Michals, Andrzej Kramarz, Mark Jenkins i Martin Gorczakowski, Iva Bittova, Cranes, Giagometti, COIL, Talk Talk, Peter Gabriel, Jim Jarmush. I pewnie jeszcze kilku innych.

Ten blog to po prostu notes. Nie ma tu moich cykli, ani nawet ich fragmentów. Może wycinki. Czasem lub przypadkiem.

Kontakt: wojteksienkiewicz(at)gmail.com

pierwszy blog